Zielona Warszawa na południe: Aleje Ujazdowskie, Ogród Botaniczny i Łazienki Królewskie

Od Placu Trzech Krzyży Alejami Ujazdowskimi do Łazienek: parki, zamek na skarpie, Chopin pod wierzbą, Belweder, pałac na wodzie, teatr na wyspie, pawie i wiewiórki

Warsaw · 12 stops · 31 min audio · Generated

  1. 1. Plac Trzech Krzyży i kościół św. Aleksandra

    Plac Trzech Krzyży, 00-535 Warszawa, Poland

    Stań na środku placu, tam gdzie Nowy Świat zamienia się w Aleje Ujazdowskie, i popatrz na biały, okrągły kościół z kolumnowym portykiem. Wygląda jak rzymski Panteon, który ktoś przywiózł do Warszawy i trochę zmniejszył w praniu. To kościół świętego Aleksandra, a ty stoisz na progu najbardziej zielonej drogi w mieście.

    Skąd nazwa placu? Policz krzyże. Dwa złocone krzyże stoją tu na wysokich kolumnach od XVIII wieku, a trzeci, według najpopularniejszej wersji, trzyma w dłoni święty Jan Nepomucen z figury ufundowanej w 1752 roku przez marszałka Franciszka Bielińskiego. Niektórzy doliczają jeszcze krzyż na kopule kościoła... ale prawdziwy warszawiak o jeden krzyż kłócić się nie będzie. Ważniejsze, że w latach dwudziestych XVIII wieku król August II wytyczył stąd Drogę Kalwaryjską, ze stacjami Męki Pańskiej, aż do Ujazdowa. Pójdziesz dziś jej śladem.

    Sam kościół to polityka zamknięta w kamieniu. Kiedy w 1815 roku car Aleksander I przyjechał do Warszawy jako król nowego Królestwa Polskiego, miasto myślało o łuku triumfalnym na jego cześć. Skończyło się na świątyni pod wezwaniem jego patrona. Zaprojektował ją Chrystian Piotr Aigner, a budowano ją w latach 1818–1825. Pod koniec XIX wieku kościół rozbudowano, dostał dwie wieże i urósł do rozmiarów katedry... a w 1944 roku legł w gruzach. W sierpniu i wrześniu tamtego roku wokół placu toczyły się walki powstańcze, a z wielkiej świątyni zostały poszarpane ściany i kikuty wież.

    I tu dzieje się coś, co w powojennej Warszawie zdarzało się rzadko. Kościoła nie odbudowano w ostatniej, okazałej wersji, tylko w pierwotnej, skromnej, według rysunków Aignera. Miasto cofnęło zegar o ponad sto lat. Dlatego masz przed sobą zgrabną rotundę, a nie neorenesansowy gmach z wieżami, który pamiętali twoi pradziadkowie. Przy placu stoi też gmach Instytutu Głuchoniemych, szkoły założonej w 1817 roku, która uczy do dziś.

    Odwróć się teraz plecami do Nowego Światu. Przed tobą rozciągają się Aleje Ujazdowskie, szerokie, wysadzane drzewami, z pałacykami po obu stronach. Po drodze zerkaj na boki: każdy z tych pałacyków ma swoją historię, a w wielu do dziś urzędują ambasady i fundacje. Ruszaj prosto na południe. Zatrzymamy się przy skrzyżowaniu z Piękną, gdzie ten elegancki bulwar ma bardzo poważną historię.

  2. 2. Aleje Ujazdowskie: pałacyki i akcja pod Piękną

    Aleje Ujazdowskie 23, 00-540 Warszawa, Poland

    Idziesz środkiem najbardziej eleganckiej ulicy Warszawy: szpalery drzew, za nimi pałacyki, wille i ambasady z flagami na masztach. Przyjrzyj się, jak różne są te domy, neorenesans obok secesji, kolumny obok żelaznych balkonów. W XIX wieku warszawiacy lubili nazywać Aleje swoimi Polami Elizejskimi i choć to porównanie trochę na wyrost, w niedzielne popołudnie trudno tu było przejść między powozami.

    Liczba mnoga w nazwie nie wzięła się znikąd. Zwykle tłumaczy się ją kilkoma równoległymi alejami drzew, którymi obsadzono dawną Drogę Kalwaryjską. Za Stanisława Augusta prowadziła ona do jego ukochanych Łazienek, a pod koniec XIX wieku osiadła tu arystokracja, bankierzy i fabrykanci. Kto miał pieniądze i ambicje, budował przy Alejach, bo tutaj się widywało i tutaj było się widzianym. Wyobraź sobie damy w kapeluszach z piórami, oficerów w galowych mundurach, dorożkarzy czekających na kurs i studentów, którzy wynajmowali pokoiki w oficynach za tymi pałacami. Aleje były sceną, na której całe miasto grało samo siebie.

    Podczas okupacji ta część miasta stała się dzielnicą niemiecką. W willach zamieszkali urzędnicy i oficerowie, a kilkaset metrów stąd, przy alei Szucha, w gmachu przedwojennego ministerstwa, urzędowało gestapo. Polacy omijali te ulice szerokim łukiem, a jeśli musieli tędy przejść, szli szybko i nie podnosili wzroku.

    A jednak 1 lutego 1944 roku, rano, właśnie tu, przy skrzyżowaniu z Piękną, młodzi żołnierze Armii Krajowej z oddziału Pegaz zatrzymali samochód Franza Kutschery, dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski, człowieka odpowiedzialnego za uliczne egzekucje zakładników. Cała akcja trwała niespełna dwie minuty. Kutschera zginął na miejscu, tuż przed swoją siedzibą. Dowódca akcji, Bronisław Pietraszewicz, pseudonim Lot, został ciężko ranny i zmarł kilka dni później. Był ledwie po dwudziestce, jak większość jego kolegów.

    Postój tu chwilę i popatrz, jak dziś ludzie spacerują z psami, biegają, prowadzą dzieci do szkoły. Ta zwyczajność to też jest pomnik. A teraz idź dalej Alejami na południe. Kilka kroków stąd, za ogrodzeniem, zaczyna się park z mostkami i stawem, który warszawiacy trzymają trochę dla siebie.

  3. 3. Park Ujazdowski: staw, mostki i stara waga

    Aleje Ujazdowskie, 00-478 Warszawa, Poland

    Wejdź przez bramę i zwolnij krok. Alejki skręcają łagodnie, nad stawem pochylają się drzewa, po mostku przechodzą mamy z wózkami, a na ławkach starsi panowie rozkładają gazety, jakby czas zatrzymał się sto lat temu. To Park Ujazdowski, otwarty w 1896 roku, jeden z tych zakątków, które warszawiacy mają tylko dla siebie, bo turyści pędzą od razu do Łazienek.

    Zaprojektował go Franciszek Szanior, miejski ogrodnik, który zostawił Warszawie więcej zieleni niż niejeden prezydent miasta. To on później zaprojektował wielki Park Skaryszewski po drugiej stronie Wisły. Szanior kochał styl angielski: żadnych prostych linii, staw o nieregularnym brzegu, pagórki i kępy drzew ustawione tak, żeby za każdym zakrętem otwierał się nowy widok. Spróbuj to sprawdzić. Obejdź staw dookoła i licz, ile razy park cię zaskoczy.

    Rozejrzyj się też za starą wagą osobową przy wejściu. Ten relikt pochodzi z czasów, gdy zważenie się na spacerze było atrakcją, mniej więcej tak jak dziś zdjęcie z telefonu. A tuż obok, przy dzisiejszej ulicy Chopina, działała w XIX wieku Dolina Szwajcarska, ogród rozrywki, gdzie grały orkiestry, odbywały się koncerty, a zimą jeżdżono na łyżwach. Ta droga na południe zawsze była dla warszawiaków drogą na spacer i na zabawę.

    W czasie okupacji park leżał w środku niemieckiej dzielnicy i nie był miejscem dla Polaków. Dopiero po wojnie wrócili tu z dziećmi, kocami i chlebem dla kaczek, a układ parku, staw i kręte alejki w dużej mierze przetrwały. Może dlatego starsi warszawiacy mówią o tym parku z taką czułością, jakby odzyskali kawałek własnego podwórka.

    Najpiękniej jest tu wcześnie rano, kiedy nad wodą wisi jeszcze mgiełka, a kaczki mają park na wyłączność. Zimą, gdy staw zamarza, park robi się czarno-biały jak stara fotografia, a wiosną, zanim drzewa wypuszczą liście, trawniki zakwitają krokusami. Wyjdź teraz południową bramą, w stronę Placu na Rozdrożu, i skręć na wschód, ku krawędzi skarpy. Czeka tam zamek, który kilka razy znikał z mapy i za każdym razem wracał.

  4. 4. Zamek Ujazdowski na skarpie

    ul. Jazdów 2, 00-467 Warszawa, Poland

    Przystań przed zamkiem i popatrz na wieże z wysokimi hełmami, jasne mury i dziedziniec otwarty na park. Wygląda na budowlę z czasów Wazów i właściwie tak jest, bo dokładnie tak wyglądał za Zygmunta III. Tyle że mury, które masz przed sobą, są młodsze niż niejeden z przechodniów. Ujazdów to najstarsze miejsce na tej trasie, a zarazem jedno z najmłodszych.

    Na tej skarpie już w średniowieczu stał gród książąt mazowieckich, Jazdów, i to jego nazwę słyszysz do dziś w słowie Ujazdów. W XVI wieku stał tu drewniany dwór zbudowany dla królowej Bony. I właśnie w nim, w styczniu 1578 roku, na weselu kanclerza Jana Zamoyskiego, wystawiono po raz pierwszy Odprawę posłów greckich Jana Kochanowskiego, w obecności króla Stefana Batorego. Pierwsza polska tragedia miała premierę na weselu. Jak to w Polsce. I to jaka tragedia: rzecz o Troi, o radzie, która przez prywatę i lekkomyślność prowadzi państwo do wojny. To w niej chór woła: Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie... Weselnicy dostali więc ucztę z morałem, a morał przez czterysta lat nic się nie zestarzał.

    Murowany zamek postawiono za Zygmunta III Wazy, w pierwszych dekadach XVII wieku. Potem przechodził z rąk do rąk, aż Stanisław August, zajęty budową Łazienek, oddał go wojsku. Przez długie dziesięciolecia były tu koszary, a potem szpital wojskowy. We wrześniu 1939 roku, podczas oblężenia Warszawy, zamek spłonął, a jego ruiny rozebrano na początku lat pięćdziesiątych.

    Odbudowano go dopiero w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a w połowie lat osiemdziesiątych zamieszkała w nim nowa lokatorka: Centrum Sztuki Współczesnej. Wyobraź to sobie, wazowskie wieże, a w środku wideo, instalacje, performance i kino studyjne. Niektórych to oburza, mnie zachwyca, bo Warszawa zawsze najlepiej czuła się w takich paradoksach. W ciepłe wieczory na dziedzińcu siedzą ludzie z kawą, dyskutują o wystawach i spierają się o sztukę, czyli robią dokładnie to, co goście na weselu Zamoyskiego.

    Przejdź na taras za zamkiem. W dół, prosto jak strzała, biegnie Kanał Piaseczyński, długa wodna oś wykopana w XVIII wieku, która prowadzi wzrok ku Wiśle. Nacieszysz oczy, a potem wróć w stronę Alej i skieruj się na południe, do bramy Ogrodu Botanicznego przy obserwatorium.

  5. 5. Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego

    Aleje Ujazdowskie 4, 00-478 Warszawa, Poland

    Za furtką robi się nagle cicho i wilgotno. Pachnie ziemią, liśćmi i czymś egzotycznym ze szklarni. Przy roślinach stoją tabliczki z łacińskimi nazwami, a między rabatami przechodzą studenci z notesami. Ogród Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego założono w 1818 roku, zaledwie dwa lata po powstaniu samego uniwersytetu.

    Pierwszym dyrektorem był botanik Michał Szubert. Ogród miał być nie tylko kolekcją, ale i szkołą, bo przyszli lekarze, aptekarze i ogrodnicy musieli umieć rozpoznawać rośliny. A miejsce wybrano znakomicie. Na skarpie i u jej stóp masz wszystko naraz: suche, nasłonecznione zbocze, cień, wilgoć. Dla botanika to jak kilka krain zmieszczonych na kilku hektarach. Kolejni dyrektorzy powiększali kolekcję, wymieniając nasiona z ogrodami całej Europy. Ten zwyczaj trwa do dziś: ogrody botaniczne wysyłają sobie nasiona tak, jak dawniej uczeni wysyłali sobie listy.

    Teraz poszukaj kamiennych fundamentów, które wyglądają jak ruina czegoś, co nigdy nie powstało. Bo nie powstało. 3 maja 1792 roku, w pierwszą rocznicę uchwalenia Konstytucji, Stanisław August położył tu kamień węgielny pod Świątynię Opatrzności Bożej, wotum wdzięczności narodu za ustawę, która miała uratować Rzeczpospolitą. Dwa tygodnie później do kraju wkroczyły wojska rosyjskie, potem przyszły rozbiory, i budowa stanęła na zawsze.

    Pomyśl przez chwilę o tym niedotrzymanym ślubie. Kamień węgielny kładł tu sam król, w otoczeniu posłów, którzy rok wcześniej uchwalili pierwszą w Europie nowoczesną konstytucję. Do pomysłu wracano jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym, a świątynię zbudowano w końcu w zupełnie innym miejscu, w Wilanowie, już w naszym stuleciu. Tutaj zostały tylko fundamenty w cieniu drzew, jak przypis do historii, który czyta ten, kto akurat zabłądzi między grządkami.

    Wychodząc, zerknij na klasycystyczny gmach Obserwatorium Astronomicznego przy Alejach, z lat dwudziestych XIX wieku. Uniwersytet ulokował tu niebo i ziemię po sąsiedzku. A teraz kilka kroków na południe, wzdłuż ogrodzenia Łazienek, aż do białego pałacu na skarpie przy Belwederskiej. Zanim wejdziesz do parku, odwiedzisz miejsce, w którym jedna listopadowa noc zmieniła bieg historii.

  6. 6. Belweder: pałac pięknego widoku

    ul. Belwederska 52, 00-594 Warszawa, Poland

    Zatrzymaj się przy ogrodzeniu i popatrz na jasny, klasycystyczny pałac z kolumnowym portykiem, stojący na krawędzi skarpy. Belweder to po włosku piękny widok i rzeczywiście, z jego okien widać zieleń Łazienek spływającą w dół, ku Wiśle. Pałac wygląda skromnie i spokojnie, ale to jeden z najbardziej burzliwych adresów w Warszawie. Stoi trochę z boku, za ogrodzeniem i wartą, ale nie przejmuj się, bo najlepiej widać go właśnie stąd, od strony ulicy.

    Pierwsza rezydencja stanęła tu w XVII wieku, a Stanisław August, który kupił te tereny razem z Ujazdowem, urządził w Belwederze manufakturę fajansu. Talerze i wazy z belwederskiej wytwórni są dziś ozdobą muzealnych gablot. Obecny kształt pałac zawdzięcza jednak Jakubowi Kubickiemu, który w latach 1818–1822 przebudował go dla wielkiego księcia Konstantego, brata cara i naczelnego wodza armii Królestwa Polskiego.

    Konstanty był porywczy, okrutny na placu musztry, a jednocześnie ożenił się z Polką, Joanną Grudzińską, i podobno szczerze przywiązał się do Warszawy. Polacy jednak bali się go i nienawidzili. Wieczorem 29 listopada 1830 roku grupa spiskowców, głównie młodych podchorążych i studentów, wdarła się do Belwederu, by go pojmać. Tak zaczęła się noc listopadowa, a z nią powstanie, które trwało blisko rok.

    Konstanty zdołał się ukryć i ujść z życiem. Opowieści o tym, gdzie dokładnie się schował, krążą różne, a warszawska wyobraźnia nigdy nie odmówiła sobie wersji z szafą. Sto lat później w Belwederze zamieszkał Józef Piłsudski. Tu pracował, tu przyjmował gości, i tu zmarł, 12 maja 1935 roku. Po wojnie pałac służył kolejnym głowom państwa, a dziś gości uroczystości państwowe.

    Spójrz jeszcze w dół skarpy. Te tereny Stanisław August połączył z Ujazdowem w jeden wielki królewski ogród, a Belweder był jego południową strażnicą. Wróć teraz kilka kroków do bramy Łazienek i wejdź do parku. Niemal od razu zobaczysz między drzewami ogromną postać z brązu siedzącą pod wierzbą. Jeśli jest letnia niedziela, usłyszysz ją, zanim zobaczysz.

  7. 7. Pomnik Chopina pod wierzbą

    Łazienki Królewskie, ul. Agrykola 1, 00-460 Warszawa, Poland

    Usiądź na chwilę na ławce przed basenem i popatrz na wielką postać z brązu. Fryderyk siedzi pod wierzbą, wiatr szarpie jej gałęzie, a on, z przymkniętymi oczami, wsłuchuje się w coś, czego ty jeszcze nie słyszysz. Wierzba to drzewo mazowieckie, polne, nadwiślańskie. Rzeźbiarz posadził go w jego własnym krajobrazie. Rzeźba ma kilka metrów wysokości, a mimo to nie przytłacza, bo cała jest w ruchu: płaszcz, gałęzie, włosy, wszystko faluje jak muzyka.

    Autorem pomnika jest Wacław Szymanowski, który wygrał konkurs jeszcze przed pierwszą wojną światową. Projekt budził spory: secesyjna wierzba, wygięta jak płomień, wielu wydawała się zbyt śmiała. Do tego wojna, brak pieniędzy, kłótnie o miejsce... Pomnik odsłonięto dopiero w 1926 roku. Mówi się, że korona wierzby układa się w kształt dłoni pianisty. Spójrz uważnie i zdecyduj sam.

    W maju 1940 roku Niemcy wysadzili pomnik w powietrze, a brąz wywieźli na złom. Był jednym z pierwszych warszawskich pomników zniszczonych przez okupanta. Publiczne wykonywanie muzyki Chopina zostało zakazane, bo okupant dobrze rozumiał, co ona znaczy dla Polaków. Grano ją więc w mieszkaniach, przy zaciągniętych zasłonach, i ta cicha muzyka była formą oporu.

    Po wojnie pomnik odtworzono i w 1958 roku Chopin wrócił pod swoją wierzbę. A od 1959 roku w każdą letnią niedzielę przy pomniku odbywają się koncerty. Pianista gra u stóp rzeźby, a ludzie siedzą na ławkach, na trawie, na kocach. Starsza pani z termosem obok turysty z drugiego końca świata, dzieci obok studentów konserwatorium. To jedno z najpiękniejszych warszawskich świąt i powtarza się co tydzień. Pomyśl jeszcze o tym: Chopin wyjechał z Warszawy na początku listopada 1830 roku, kilka tygodni przed atakiem na Belweder, i już nigdy nie wrócił. Wróciło tylko jego serce, które spoczywa w kościele Świętego Krzyża, i ta postać pod wierzbą.

    Kiedy już się nasłuchasz, idź alejką na wschód, w głąb parku. Wypatruj wiewiórek, bo w Łazienkach są tak bezczelne, że potrafią wspiąć się po nogawce w poszukiwaniu orzecha. Pierwszy duży budynek, który mignie ci między drzewami, to długi gmach z ogromnymi oknami: Stara Oranżeria.

  8. 8. Stara Oranżeria i Teatr Królewski

    Łazienki Królewskie, ul. Agrykola 1, 00-460 Warszawa, Poland

    Stań przed długim, parterowym gmachem i popatrz na okna, tak wysokie, że wyglądają jak drzwi dla olbrzymów. Zimą za tymi szybami chowały się przed mrozem drzewka pomarańczowe, cytryny i palmy z królewskiej kolekcji. To Stara Oranżeria, zbudowana w latach 1786–1788 według projektu Dominika Merliniego, nadwornego architekta Stanisława Augusta. Utrzymanie cytrusów przy życiu w mazowieckim klimacie kosztowało majątek, ale dla króla pomarańcze były symbolem: Południe, słońce, antyk, wszystko, czego brakowało szaremu listopadowi nad Wisłą.

    Król miał swoje słabości, a jedną z nich był teatr. Dlatego w jednym skrzydle oranżerii kazał urządzić salę teatralną. Teatr Królewski w Starej Oranżerii jest jednym z nielicznych zachowanych w Europie teatrów dworskich z XVIII wieku. Sala jest kameralna, na miarę dworu, więc aktor widzi tu każdą twarz, a widz słyszy każdy oddech. Wnętrze to drewno, złocenia i iluzjonistyczne malowidła, a w lożach patrzą na scenę namalowani widzowie, więc nawet w pustej sali nikt nie gra do pustej widowni.

    Pomyśl, ile szczęścia potrzebował ten budynek. Warszawa straciła w XX wieku niemal wszystko, a ta delikatna, drewniana sala, w której każda iskra mogła oznaczać koniec, przetrwała. Dziś znów gra się tu muzykę dawną i opery, w świetle, które próbuje udawać świece.

    W drugiej części oranżerii mieści się galeria rzeźby, pełna marmurowych i gipsowych postaci, bo Stanisław August kochał antyk i zamawiał kopie słynnych posągów. A przed budynkiem, jeśli dopisze ci szczęście, zobaczysz najdumniejszych mieszkańców parku: pawie. Chodzą po alejkach jak ministrowie, rozkładają ogony przed turystami i krzyczą tak, że pierwszy raz każdy podskakuje. Czasem przysiadają na ławce albo na gałęzi nad głową, z miną, jakby to one oprowadzały wycieczkę.

    Mała rada od warszawiaka: nie karm ani pawi, ani wiewiórek chlebem, one naprawdę wolą orzechy, a park dba o swoje zwierzęta. Teraz idź ścieżką na wschód, w stronę wody. Za chwilę zobaczysz mały, kwadratowy, biały pawilon, w którym, jak głosi tradycja, mieszkał kiedyś przyszły król Francji.

  9. 9. Biały Domek

    Łazienki Królewskie, ul. Agrykola 1, 00-460 Warszawa, Poland

    Przed tobą stoi mały, kwadratowy, biały pawilon, tak skromny, że łatwo go minąć w drodze do pałacu. Cztery fasady, płaski dach, delikatne dekoracje. Wygląda jak domek, w którym ktoś bardzo bogaty postanowił udawać, że żyje zwyczajnie. I to chyba była cała idea. Obejdź go dookoła, a zobaczysz, że z każdej strony wygląda podobnie, jakby nie chciał mieć ani przodu, ani tyłu.

    Biały Domek zbudowano w latach siedemdziesiątych XVIII wieku, a projektował go, jak wiele w Łazienkach, Dominik Merlini. Mówi się, że Stanisław August przeznaczył go dla najbliższych sobie osób, w tym dla Elżbiety Grabowskiej, swojej wieloletniej towarzyszki. Król nie mógł poślubić jej oficjalnie, więc dał jej coś innego: dom na skraju swojego ulubionego ogrodu. Łazienki dopiero się wtedy rodziły i Biały Domek był jednym z pierwszych budynków nowego królewskiego ogrodu. Król przyjeżdżał tu z Zamku na kilka godzin, żeby odpocząć od dworu, intryg i petentów.

    Największy skarb kryje się w środku. Biały Domek należy do tych nielicznych miejsc w Warszawie, w których przetrwały oryginalne XVIII-wieczne wnętrza. Ściany jednej z sal pokrywają groteski, czyli lekkie, fantazyjne malowidła z wiciami roślin, ptakami i drobnymi postaciami. Nikt ich nie odtwarzał ze zdjęć, nikt nie zgadywał kolorów. To jest prawdziwy oddech epoki. Zwróć uwagę na skalę: niewielkie pokoje, kominki, okna na ogród, wszystko na miarę człowieka, a nie władcy.

    I jeszcze jeden lokator. Po upadku Rzeczypospolitej, na początku XIX wieku, w Warszawie przebywał na wygnaniu przyszły król Francji, Ludwik XVIII, brat zgilotynowanego Ludwika XVI. Tradycja mówi, że mieszkał właśnie tutaj. Wyobraź sobie Burbona, który bez królestwa i bez pieniędzy chodzi alejkami parku po królu, który też stracił królestwo. Dwa wygnania pod jednym dachem, tylko w różnym czasie.

    Teraz idź dalej na południowy wschód, wzdłuż wody. Za drzewami zobaczysz półkole kamiennych ławek opadających ku stawowi, a po drugiej stronie wąskiego kanału scenę z antycznymi kolumnami. To jedna z najdziwniejszych sal teatralnych, jakie kiedykolwiek wymyślono.

  10. 10. Amfiteatr: Teatr na Wyspie

    Łazienki Królewskie, ul. Agrykola 1, 00-460 Warszawa, Poland

    Usiądź na kamiennej ławce widowni i popatrz przed siebie. Między tobą a sceną płynie woda, wąski kanał, a sama scena stoi na wyspie, z kolumnami i dekoracją udającą antyczne ruiny. Widzowie po jednej stronie, aktorzy po drugiej, a pośrodku łabędzie, które czasem wchodzą w kadr bez biletu. Widownia ma kształt półkola, jak w antycznym teatrze, i z każdego miejsca widać zarówno scenę, jak i wodę.

    To Amfiteatr, nazywany też Teatrem na Wyspie, zbudowany w latach 1790–1793 według projektu Jana Chrystiana Kamsetzera. Stanisław August zachwycał się świeżo odkopanym Herkulanum i chciał mieć u siebie teatr w duchu antyku. Dekoracja sceny naśladuje ruiny starożytnej świątyni, a na szczycie widowni stoją posągi sławnych dramatopisarzy, jakby sami autorzy przyszli sprawdzić, jak gra się ich sztuki.

    Woda między sceną a publicznością nie była tylko ozdobą. Podczas przedstawień kanałem mogły przepływać łodzie, a scenę można było zmieniać na oczach widzów, z udziałem nieba, drzew i zachodzącego słońca. Żadna maszyneria teatralna nie dorównała nigdy temu, co dawała tu przyroda. Dla dworu był to wieczór na wodzie, przy pochodniach, kiedy granica między sceną a życiem się zacierała, a widzowie sami czuli się trochę jak aktorzy.

    Zauważ datę. Budowa trwała akurat w czasach Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3 maja, w ostatnich latach niepodległej Rzeczypospolitej. Król, który za kilka lat miał abdykować, budował teatr pod gołym niebem. Ten sam król wspierał narodziny Teatru Narodowego w 1765 roku, więc wiedział, że scena potrafi wychowywać lepiej niż niejedna ustawa. Można to nazwać ucieczką od polityki, a można wiarą, że kultura przetrwa, nawet jeśli państwo zniknie. I przetrwała.

    Latem ten teatr wciąż żyje. Gra się tu przedstawienia, koncerty, opery, a o zmierzchu, kiedy zapalają się światła nad wodą, trudno uwierzyć, że jesteś w środku dużego miasta. Teraz idź brzegiem stawu na północ. Kilka minut i zobaczysz pałac, który wygląda, jakby wyrastał prosto z wody.

  11. 11. Pałac na Wyspie

    Łazienki Królewskie, ul. Agrykola 1, 00-460 Warszawa, Poland

    Popatrz na jasny pałac, który stoi na wodzie, jakby ktoś postawił go na lustrze. Fasada odbija się w stawie, na balustradzie stoją posągi, a po obu stronach przerzucono kolumnowe mosty. To Pałac na Wyspie, serce Łazienek, i najlepiej oglądać go właśnie stąd, z brzegu, kiedy woda jest spokojna.

    Nazwa Łazienki to nie przypadek. Pod koniec XVII wieku marszałek Stanisław Herakliusz Lubomirski zbudował tu pawilon kąpielowy, łaźnię, według projektu Tylmana z Gameren. Prawie sto lat później Stanisław August kupił te tereny i zaczął przebudowę, która z łaźni zrobiła letnią rezydencję. Pracowali przy niej Dominik Merlini i Jan Chrystian Kamsetzer, a król pilnował każdego detalu. Przebudowa ciągnęła się z przerwami przez ponad dwadzieścia lat, bo król ciągle coś zmieniał i dokładał, a ślady dawnej łaźni wtopiły się w królewskie wnętrza.

    Tu Stanisław August odpoczywał od polityki, otaczał się obrazami, rzeźbami i ludźmi, z którymi lubił rozmawiać. Był zapalonym kolekcjonerem obrazów i część jego zbiorów znów wisi w tych salach. Słynne obiady czwartkowe, na które zapraszał poetów, uczonych i artystów, odbywały się na Zamku, ale ducha tamtych spotkań czuć właśnie tutaj. W 1795 roku, po trzecim rozbiorze, król abdykował i wyjechał. Do swoich Łazienek już nie wrócił.

    W grudniu 1944 roku, po upadku Powstania Warszawskiego, Niemcy podpalili pałac, a w jego murach wywiercili otwory na ładunki wybuchowe. Zamierzali go wysadzić, tak jak wysadzali całe miasto. Nie zdążyli. Wnętrza spłonęły, ale mury ocalały, i po wojnie pałac odbudowano, a wiele dzieł sztuki, wywiezionych i ukrytych, wróciło na miejsce.

    Kiedy będziesz przechodzić przez most, spójrz w wodę. Pływają tu karpie, ogromne i leniwe, które pamiętają chyba więcej wycieczek niż niejeden przewodnik. Teraz przejdź na wschodnią stronę stawu. Kilka kroków dalej stoi niewielki pałacyk w kształcie podkowy, który w XX wieku stał się sceną wielkiej polityki.

  12. 12. Pałac Myślewicki i wyjście na Agrykolę

    Łazienki Królewskie, ul. Agrykola 1, 00-460 Warszawa, Poland

    Przed tobą niewielki pałacyk wygięty łukiem, jakby rozkładał ramiona, żeby cię przytulić. Fasada nie jest prosta, tylko wygięta do środka, a wysunięte skrzydła tworzą przed wejściem mały, przytulny dziedziniec. W środku ściany pokrywają malowane widoki Rzymu i Wenecji. To Pałac Myślewicki, zbudowany w latach 1775–1779 według projektu Dominika Merliniego. Nazwę wziął od dawnej wsi Myślewice, która leżała w tych okolicach.

    Stanisław August oddał pałacyk swojemu bratankowi, księciu Józefowi Poniatowskiemu. Tak, temu samemu, który jako marszałek Francji zginął w 1813 roku w nurtach Elstery pod Lipskiem. Zanim stał się bohaterem narodowej legendy, był młodym, przystojnym bywalcem salonów, a w Warszawie opowiadano o nim więcej anegdot niż o kimkolwiek innym. Stryj kochał książki, obrazy i rozmowy, bratanek konie, bale i brawurę. Ten pałacyk pamięta oba temperamenty.

    A teraz zwrot akcji, którego nikt by się tu nie spodziewał. W latach 1958–1970, w środku zimnej wojny, w tym rokokowym pałacyku spotykali się ambasadorowie Stanów Zjednoczonych i Chińskiej Republiki Ludowej. Oba państwa nie utrzymywały stosunków dyplomatycznych, więc rozmawiały w neutralnej sali w Warszawie, z widokiem na łabędzie. Te rozmowy torowały drogę do zbliżenia, które kilka lat później zaskoczyło cały świat.

    Wyjdź teraz w stronę Agrykoli. Ta stara, brukowana ulica wspina się stąd pod skarpę, ku Zamkowi Ujazdowskiemu, a na moście, którym przecina wodę, stoi konny pomnik Jana III Sobieskiego, odsłonięty przez Stanisława Augusta w 1788 roku, w rocznicę odsieczy wiedeńskiej, na przypomnienie, że Rzeczpospolita potrafiła kiedyś uratować Europę. Król tratuje koniem pokonanego wroga, a obok przechodzą spacerowicze, biegacze i rowerzyści.

    I tak kończy się twoja zielona droga na południe. Zacząłeś przy kościele dla cara, przeszedłeś obok zamachu, zamku, ogrodu, pałacu ze spiskiem, a kończysz tam, gdzie zimna wojna rozmawiała przy kawie. Usiądź jeszcze na ławce, poczekaj na pawia albo na wiewiórkę. W Łazienkach nikt cię nie pogania.