Stara Oranżeria i Teatr Królewski
Dlaczego to miejsce jest wyjątkowe?
Stań przed długim, parterowym gmachem i popatrz na okna, tak wysokie, że wyglądają jak drzwi dla olbrzymów. Zimą za tymi szybami chowały się przed mrozem drzewka pomarańczowe, cytryny i palmy z królewskiej kolekcji.
Kluczowe fakty
| Miejsce | Stara Oranżeria i Teatr Królewski |
|---|---|
| Adres | Łazienki Królewskie, ul. Agrykola 1, 00-460 Warszawa, Poland |
| Współrzędne geograficzne | 52.21660, 21.03040 |
| Część spaceru | Zielona Warszawa na południe: Aleje Ujazdowskie, Ogród Botaniczny i Łazienki Królewskie |
| Wygenerowano | Generated |
Stań przed długim, parterowym gmachem i popatrz na okna, tak wysokie, że wyglądają jak drzwi dla olbrzymów. Zimą za tymi szybami chowały się przed mrozem drzewka pomarańczowe, cytryny i palmy z królewskiej kolekcji. To Stara Oranżeria, zbudowana w latach 1786–1788 według projektu Dominika Merliniego, nadwornego architekta Stanisława Augusta. Utrzymanie cytrusów przy życiu w mazowieckim klimacie kosztowało majątek, ale dla króla pomarańcze były symbolem: Południe, słońce, antyk, wszystko, czego brakowało szaremu listopadowi nad Wisłą.
Król miał swoje słabości, a jedną z nich był teatr. Dlatego w jednym skrzydle oranżerii kazał urządzić salę teatralną. Teatr Królewski w Starej Oranżerii jest jednym z nielicznych zachowanych w Europie teatrów dworskich z XVIII wieku. Sala jest kameralna, na miarę dworu, więc aktor widzi tu każdą twarz, a widz słyszy każdy oddech. Wnętrze to drewno, złocenia i iluzjonistyczne malowidła, a w lożach patrzą na scenę namalowani widzowie, więc nawet w pustej sali nikt nie gra do pustej widowni.
Pomyśl, ile szczęścia potrzebował ten budynek. Warszawa straciła w XX wieku niemal wszystko, a ta delikatna, drewniana sala, w której każda iskra mogła oznaczać koniec, przetrwała. Dziś znów gra się tu muzykę dawną i opery, w świetle, które próbuje udawać świece.
W drugiej części oranżerii mieści się galeria rzeźby, pełna marmurowych i gipsowych postaci, bo Stanisław August kochał antyk i zamawiał kopie słynnych posągów. A przed budynkiem, jeśli dopisze ci szczęście, zobaczysz najdumniejszych mieszkańców parku: pawie. Chodzą po alejkach jak ministrowie, rozkładają ogony przed turystami i krzyczą tak, że pierwszy raz każdy podskakuje. Czasem przysiadają na ławce albo na gałęzi nad głową, z miną, jakby to one oprowadzały wycieczkę.
Mała rada od warszawiaka: nie karm ani pawi, ani wiewiórek chlebem, one naprawdę wolą orzechy, a park dba o swoje zwierzęta. Teraz idź ścieżką na wschód, w stronę wody. Za chwilę zobaczysz mały, kwadratowy, biały pawilon, w którym, jak głosi tradycja, mieszkał kiedyś przyszły król Francji.