Kościół Świętej Trójcy na placu Małachowskiego
Dlaczego to miejsce jest wyjątkowe?
Spójrz na ten kościół: nie ma wieży, nie ma strzelistych okien, jest za to wielki walec przykryty kopułą, z kolumnowym portykiem jak w antycznej świątyni. To ewangelicko-augsburski kościół Świętej Trójcy, warszawski panteon luteranów.
Kluczowe fakty
| Miejsce | Kościół Świętej Trójcy na placu Małachowskiego |
|---|---|
| Adres | pl. Małachowskiego 1, 00-063 Warszawa, Poland |
| Współrzędne geograficzne | 52.23880, 21.01140 |
| Część spaceru | Warszawa Chopina: od Zamku Ostrogskich przez Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście |
| Wygenerowano | Generated |
Spójrz na ten kościół: nie ma wieży, nie ma strzelistych okien, jest za to wielki walec przykryty kopułą, z kolumnowym portykiem jak w antycznej świątyni. To ewangelicko-augsburski kościół Świętej Trójcy, warszawski panteon luteranów.
Zbudowano go w latach 1777–1781 według projektu Szymona Bogumiła Zuga, gdy za Stanisława Augusta warszawscy luteranie mogli wreszcie wznieść okazałą świątynię w samym mieście. Zug inspirował się rzymskim Panteonem, a kopuła przez dziesięciolecia była jednym z wyróżników panoramy Warszawy. Muzycy cenią wnętrze za wyjątkową akustykę, bo dźwięk krąży tu jak w ogromnej muszli. Zug był jednym z najciekawszych architektów epoki, autorem wielu warszawskich budowli i romantycznego ogrodu w Arkadii pod Łowiczem. Do tej parafii należało wiele warszawskich rodzin kupców, rzemieślników i przemysłowców, które przez pokolenia współtworzyły miasto.
W 1825 roku przyjechał do Warszawy car Aleksander I, a jego uwagę przyciągnął dziwny nowy instrument, eolomelodikon. Coś pomiędzy fortepianem a organami, z miechami i klawiaturą. Kto mógł go najlepiej zaprezentować? Oczywiście piętnastoletni Fryderyk. Według przekazów zagrał przed carem właśnie tutaj, a w nagrodę dostał pierścień z brylantem. Wyobraź sobie piętnastolatka, który gra przed władcą ogromnego imperium, a potem wraca do szkolnej ławki. W tym samym roku ukazało się drukiem jego Rondo c-moll, oznaczone jako opus 1. Ten sam chłopak kilka lat później będzie pisał muzykę, którą Robert Schumann nazwie armatami ukrytymi w kwiatach.
We wrześniu 1939 roku kopuła spłonęła podczas niemieckich nalotów, a kościół odbudowano po wojnie. Dziś znów odbywają się tu koncerty, także chopinowskie, i dźwięk fortepianu krąży pod kopułą tak, jak chciał Zug.
Kilkaset metrów stąd, na zachodnim skraju placu Piłsudskiego, stał kiedyś Pałac Saski. To tam, w 1810 roku, przywieziono z Żelazowej Woli siedmiomiesięcznego Fryderyka, bo w pałacu mieściło się liceum, w którym uczył jego ojciec. Pałac wysadzili Niemcy pod koniec 1944 roku. Ruszaj teraz na południe, w stronę ulicy Jasnej, na ostatni przystanek, do sali, w której co pięć lat cały świat słucha Chopina.